Rozmowa:Monika Mosiewicz/Przyjąć & ująć
I znowu, tak jak u Romana w wierszu Cień w cień, pierwsze, co mi wpada w ucho, to maniera stylistyczna. Nie przywołuję tego bez powodu - wrażenie to budowane jest przez ten sam środek, aliteratywne powtórzenie: "pokerzysta-pocisk-portfel-palce". Taki odbiór wynika z faktu, iż od razu widać, że tekst nie jest wypowiedzią naturalną. Każdy wiersz oczywiście nie jest wypowiedzią naturalną, ale czasem ta nienaturalna sztuczność jest zrealizowana takimi środkami, że wychwytujemy ją dopiero, gdy w wierszu zadziało się już tyle dobrego, iż nie przeszkadza nam konstatacja pewnej sztuczności języka. Tutaj, tak jak i u Romana, dostajemy całą szuflę sztucznego języka już na dzień dobry w pierwszym wersie czy w dwóch pierwszych wersach.
Określenie "manieryczność" brzmi jak zarzut. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na to, że ona nie musi być czymś, czego się z wiersza należy pozbywać. Można się przecież pokusić o tezę, i nawet mieć spore szanse na jaj obronienie, że wiersz to zawsze sztuczna, "zmanierowana" wypowiedź - już przecież samo podział na wersy jest czymś, co wychodzi poza "naturalny", sterowany interpunkcją, tok tekstu, jaki obserwujemy w prozie. Dlatego warto się zastanowić, czy konkretnie w wierszu realizowana sztuczność języka ma swoje uzasadnienie. U Romana daje się zauważyć, że sztuczność językowa jest wyrazem pewnego poczucia obcości w życiu, niemal metaforą nienaturalności samego procesu życia. Tutaj... tutaj jest jakoś inaczej. Dla mnie manieryczność początku Przyjąć czy ująć była drażniąca do momentu, gdy przeczytałem ten początek jako realistyczny obrazek. Dopóki spodziwałem się tam jakiegoś symbolizmu, jakiegoś drugiego znaczenia efekt był drażniący. Gdy natomiast przyjąłęm w końcu, że nie należy szukać w początkowym obrazku warstwy metaforycznej - wtedy zajaśniał on niesamowicie mocnym i jasnym brzmieniem - zadziało się coś dobrego. Co ciekawe ten kontekst interpretacyjny jest potrzebny tylko do rozpoczęcia czytania. Do przełknięcia trudnej esencji brzmieniowo-znaczeniowej pierwszego wersu. Już w drugim wersie całkiem smakowite jest spostrzeżenie, iż "odblaski odprysków z ulicy" przypominają swoim pulsem brzmieniowym migotanie koguta na wozie policyjnym lub karetce pogotowia, które to pojazdy zapewne znajdują się w pobliżu ze względu na scenę z pierwszego wersu. Zatem tam dalej już mi ta metaforyczność nie przeszkadza.
Niewykluczone, że taki odbiór wynika tutaj z tego, że aliteracja nie jest tak popularnym środkiem organizującym wiersz jak rymy. W związku zaś z tym bardziej się rzuca w oczy, gdy występuje w dużym natężeniu.
W wierszu dzieje się jeszcze dużo ciekawych rzeczy. Wydaje mi się, że warto zwrócić dodatkowo uwagę na tę zabawę w "bierze i puszcza". Bardzo to sugestywne moim zdaniem. Interesująco też wypada rym niedokładny "bierze-leżysz", który całkiem naturalnie i samorzutnie przekręca się w umyśle w "bierze-leżę". Wchodzi tutaj automatycznie całe stato ambiwalencji, bo przecież nie wiadomo, kto obok kogo leży i czy leży sam, czy z kimś.
I jeszcze ad "chiński mur". Wczoraj na konferencji jeden człowiek miał referat, na którym wprowadził chyba ze trzy chińskie mury. Głównie chodziło mu o metody twardego zabezpieczania się przed przenikaniem z jednej strony muru na drugą. Tutaj Twój wiersz w końcówce zwraca uwagę nie na nieprzemakalność muru, ale na jego długość. Jest wydaje mi się w tym coś tej słynnej frazy Life is very long z Eliotowskich Pustych ludzi, czy jeszcze wcześniej z Conrada. Takie odbicie tutaj widzę. Ale może chodzi o inny mur, np. ten lub ten. alx d
![[PoeWiki]](/skins/common/images/wiki.png)