Strona osobista:Jakub Winiarski/Recenzje/Jacek Dehnel, "Żywoty równoległe"
< Strona osobista:Jakub Winiarski | Recenzje
Uroczo niedzisiejszy klasycysta-dandys (Jacek Dehnel, "Żywoty równoległe")
Myślę też, że gdybym teraz zaczynał na nowo, każdy mój wiersz byłby życiorysem albo portretem jakiejś konkretnej osoby, a ścislej lamentem nad jej przeznaczeniem.Cz. Miłosz, Litość (z tomu Piesek przydrożny)
Jestem pewien, że wielką furorę – jako nowator formalny i odnowiciel języka poetyckiego – zrobiłby dziś młody autor, który postawiłby na połączenie narzuconej sobie surowej dyscypliny formalnej (niekoniecznie w postaci powrotu do wiersza regularnego – są setki innych sposobów) z jednoczesną maksymalna otwartością i swoboda stylu i toku mówienia, wypełniającego te formalne ramy.
St. Barańczak, rozm. Z trzech stron barykady, [w:] Zaufać nieufności. Osiem rozmów o sensie poezji.
Książeczka debiutanta rocznik 1980 przypadła do gustu Czesławowi Miłoszowi. Nie jestem pewien, czy to źle dla Dehnela czy dobrze (pomijam kwestie marketingowe; pod tym względem to na pewno dla Dehnela dobrze). Miłosz napisał - cytat z okładki "Żywotów równoległych" - m.in. tak: "Pojawienie się nowego i niewątpliwie prawdziwego poety jest zawsze rzeczą radosną (...). Poetyka jego wierszy jest mi bliska i nie ukrywam, że ona to skłoniła mnie do tego pochlebnego sądu." Cóż, mnie, człowieka innej epoki zdecydowanie mniej przekonały utwory Jacka Dehnela i skromniejszy jest mój zachwyt, a w istocie: zachwytu we mnie generalnie brak. Mnie wiersze Dehnela kojarzą się ze stylistycznymi wprawkami, zręczne to i bez błędów, ale - paradoks taki dostrzegam - wierszem jest tu nie każdy wiersz. Nie przekonuje mnie sprytny zabieg antydatowania utworów, mający uwiarygodnić ich językowy anachronizm i stylizację, nie bawią mnie koncepty quasi-klasycystyczne w dedykacjach ("Niegdyś niesłusznie dedykowane pannie...") i tylko dandysowska aura tej liryki wydaje mi się poruszająca, bo śmieszna - tylko nie jestem pewien, czy na takim poruszeniu czytelnika zależało Jackowi Dehnelowi.
Są jednak w tej książce fragmenty, które liryką są niezależnie od ducha epoki, jaka im patronuje. Np. początek wiersza "Zasłona": "Jeszcze trzy lata po naszym rozstaniu / wiodłem na jawie życie podwójne / klisze nakładały się / i oto / na tle tego, co widziałem: / sypialni, ulicy, szafy, sali teatralnej / pojawiały się sceny z innej, prywatnej historii." Albo cały wiersz - moim zdaniem najlepszy w książce - "Zachodnioeuropejska misja archeologiczna odnajduje szkielet Zbigniewa H. ok. 150 km na wschód od Karagandy", zaczynający się od dwuwersu: "Już wiedzą, że nie jest ani scytyjskim księciem, / ani łucznikiem Dżyngis-chana". Ale znowu, w tym wypadku również antydatowanie (tym razem na 20. V. 1903) nie pomaga w lekturze tekstu. Oczywiście można te daty zignorować, ale Dehnelowi chyba nie o to chodziło. A o co? Wolę nie wiedzieć.
Z Dehnelem - po części przypuszczam, po części prorokuję - może być, jak z innym, starszym trochę od Dehnela klasycystą Wojciechem Wenclem: dobre słowa krytyków starszego pokolenia współbrzmieć będą ze złośliwościami krytyków młodszych - i nigdy nie będzie między nimi zgody pokoleń. Dehnelowi to nie zaszkodzi ani też nie pomoże, on tak czy owak w następnych książkach będzie musiał być przekonujący - dla samego siebie. Inaczej: adios, sayonara, bye-bye. A byłoby może szkoda - bo taki sympatyczny i poważny w tym cylindrze, z laseczką, w surducie po bohaterach Prusa. Taki - rzekłbym - uroczo niedzisiejszy klasycysta i dandys.
Jacek Dehnel, "Żywoty równoległe", Wyd. Zielona Sowa, Kraków 2004.
![[PoeWiki]](/skins/common/images/wiki.png)