Strona osobista:Monika Mosiewicz/Nieświadomość w akcji
< Strona osobista:Monika Mosiewicz
Nieświadomość w akcji
Morderców przerabiają tutaj na higroskopijny proszek. Pod wpływem wody, nawet tej zawartej w powietrzu, powrócą do swojej poprzedniej postaci, na razie pakujemy ich do plastikowych worków i zamykamy w klatkach wielkości pudełka po butach, zabezpieczonych podwójnie zwykłymi i elektrycznymi zamkami. Klatki z instantami trzymamy w chłodni. Do tej pory żadnego nie reaktywowano, w przyszłym tygodniu będzie pierwszy raz, jakiś dupek z FBI koniecznie chce jednego przesłuchać. Dupek wygląda wypisz wymaluj, jak mój prapraprawujek ze strony ojca, który był zawodowym wojskowym, zdegradowanym za hazard. Może to wcale nie FBI, tylko wojsko, chce sprawdzić skutki odwrócenia procesu, wiadomo, że szczury zmieniały kolor sierści i niebywale wzrastała im się szybkość reakcji, Pafnucy pobił swój rekord w labiryncie o 5 minut, czyli 30 %. dwa dni później odgryzł sobie ogon i zdechł, ale już przedtem był agresywny. Komisja do spraw Humanizacji Kar z wielebnym Abdulem Malikiem na czele z Fuzji Monoteistycznej zdecydowała, że nie wolno czekać z wprowadzeniem projektu Ezechiel, ze względu na tarcia ze Zjednoczeniem Odnowy w Reinkarnacji, która odmawiała podpisania Deklaracji o Nowym Porządku, ze względu na dopuszczalność kary śmierci, przegłosowanej przez porozumienie Klubu Islamskiego i Kooperację dla Mniejszości. Ateiści z Kooperacji zgodzili się na zapis o karze śmierci w zamian za dozwolenie na adopcję dzieci przez homoseksulane małżeństwa, jakkolwiek wyłącznie poligamiczne mieszane małżeństwa gejów i lesbijek. Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz, wilk syty i owca cała, XXI Karmapa Hans Dordże w jednym MO widział, że w stanie rozproszenia umysły instantów przestają lgnąć do ego, każda klatka ma zainstalowany własny młynek modlitewny i to tyle. Tylko co będzie, jak my go znów do tego ego przykleimy? Wszyscy ci jajogłowi uważają, że nie ma możliwości zmian w osobowości, ale dla mnie te ich przewidywania to palcem na wodzie pisane, dokładnie na wodzie. Mieliśmy więc reaktywować numer 14, czyli Richarda Schram, skazany na dożywocie, za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwiem w warunkach recydywy. Przyszły wtedy na instytut dwie praktykantki, studentki, bliźniaczki Edyta i Brygida, Edzia i Brydzia, nie do odróżnienia, w końcu zaczęliśmy na nie mówić Brydziata. Brydziata miała razem i każda z osobna jakąś niezdrową fascynację instantami. Numer 14 miał być aktywowany o 12.00. O 10 okazało się, że numerowi 13 (Jules Hentzl, gwałt, zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, coś tam, coś tam) wysiadł młynek modlitewny, trzeba było go na gwałt naprawić, bo przy reaktywacji mieli być przedstawiciele i Fuzji i Zjednoczenia, jeszcze by któremuś z tych mnichów przyszło do głowy strzelić medytację w chłodni. Młynek nie działa i gotowy konflikt międzynarodowy. Normalnie zabralibyśmy numer 13 do głównego laboratorium, gdzie jest kontrolowana komora, ale tam przecież już był 14, który czekał na reaktywację, zostało któreś z pozostałych. Oczywista Brydziata koniecznie chciała zobaczyć klatkę, do chłodni nikt by ich nigdy nie wpuścił. Młynek miał wymienić asystent prof. Takanaki, pryszczaty geek Peter Lacanowski, który łatwo dał się Brydziacie, wspólnie i każdej z osobna omotać, ze mną poszło im trochę trudniej, ale niestety poszło, pracowały nad tym przez jeden z najprzyjemniejszych tygodni w moim życiu. Poszliśmy do chłodni we czwórkę, reszta ochrony siedziała w głównym laboratorium, w końcu to był tylko cholerny młynek , wyjęliśmy trzynastkę i zanieśliśmy w przenośnej lodówce do laboratorium. Jakoś nie zauważyłem, że nam jedna Brydziata zniknęła, w końcu były identyczne, wszystko szło w porządeczku, gdy zadzwonił ten cholerny alarm, wybiegłem z laboratorium, coś było nie tak w chłodni, ta cholerna idiotka Brydziata usiłowała wejść na kod, który wystukałem, nie wiedziała tylko, że oprócz kodu potrzebny jest odcisk. Popłakała się, powiedziała reszcie ochrony, że podglądała jak wchodziliśmy, gdyby jeszcze wygadała, ze wpuściliśmy je obie do środka, to nie tylko ona miałaby zakaz wstępu do instytutu. Nie pamiętam ile ta cała heca z pierwszą Brydziatą trwała. Kazaliśmy jej się spakować, wyprowadziliśmy, a ja poszedłem do szefa ochrony na dywanik, wszyscy dokumentnie zapomnieli o Lacanowskim i trzynastce. Szczerze to myślałem, że kogoś tam wysłali. Było koło 11.30 kiedy kazali mi pójść do głównego laboratorium i wtedy spytałem co z drugą Brydziatą, wszyscy o niej zapomnieli, szef stwierdził, że na wszelki wypadek trzeba ją też wysłać do domu, a potem się zobaczy, miałem to załatwić. Zacząłem jej szukać po całym instytucie, kiedy wpadłem na Takanakę, który szukał Lacanowskiego i tu mnie tknęło, mocno tknęło, ale nic Takanace nie powiedziałem, tylko cichcem poszedłem do laboratorium nr 2. Klatka stała pusta na stole, za stołem leżał Lacanowski nagi,z rozszarpanym gardłem, potem się okazało, że miał też odcięty prawy kciuk. I to by było na tyle pomyślałem.
Jechałam rowerem na działkę do rodziców na obiad, kiedy znalazłam tę paczkę pod drzewem, na bulwarach, miała adres, ktoś zrezygnował z wysyłki, ktoś nie doręczył?. Wyglądało, że w środku jest coś miękkiego. Adresowana była na pub, całkiem niedaleko, więc postanowiłam zanieść. Było jakoś koło 15, w pubie pusto, tylko barman i jakaś jego koleżanka sącząca soczek.
- Przyniosłam paczkę.- położyłam ją na barze. Barman wziął ją do ręki, popatrzył na mnie:
- Ty? tę paczkę? i jak, tyle co zwykle?
- Nie wiem co w niej jest, znalazłam ją, niedaleko na bulwarach, przyniosłam pod adres na paczce. Nie wiem czy tyle co zwykle.
- Poczekaj chwilę. - zabrał paczkę i zniknął na zapleczu. Usiadłam na stołku, koleżanka zmierzyła mnie z niesmakiem wydymając usta.
- Słuchaj, to bardzo fajnie, że ją przyniosłaś, dzięki. Coś ci podać? na koszt firmy oczywiście.
- Nie, dzięki spieszę się.
- To jeszcze raz dzięki.
Jakoś nie miałam ochoty siedzieć w tym pustym pubie z mierzącą mnie z niesmakiem panienką. Poza tym, tyle co zwykle? siedzieć i zastanawiać się czego? Pojechałam na działkę, kupiłam po drodze jakieś wino, kiedyś zaliczę w końcu „pijany rower” przed sądem, z sobą w roli głównej, ale to jak będę wracać. Gdzieś z 500 metrów przed działką minął mnie z zawrotną szybkością jakiś japoński wóz, aż zjechałam na żwir na poboczu i wylądowałam siedzeniem na ramie, nic przyjemnego, ale szczęście, że nie jestem facetem. Zwinęłam się z bólu, resztę przejdę na piechotę i wtedy usłyszałam pisk opon , matko, debile walnęły w drzewo, słup, albo co gorsza naszą bramę. Wskoczyłam na rower i popędziłam, samochód stał w rowie na przeciwko naszej bramy, dwóch osiłków gramoliło się ze środka. Ojciec już stał przy bramie z telefonem, a jeden z osiłków krzyczał, że nic im nie jest, że mamy nie wzywać policji ani pogotowia, że sobie poradzą. Drugi wyciągnął telefon i zaczął rzucać w słuchawkę kurwami. Pierwszy podszedł do nas, miał rozciętą wargę.
- Nigdzie nie dzwońcie, zaraz koledzy przyjadą z warsztatu z lawetą i sprzątną. Nie chcemy przecież żadnych kłopotów, prawda. Zresztą to kwestia koła tylko.- powiedział z akcentem na my. Ojciec nie bardzo wiedział co powiedzieć, ja też nie.
- No ale na pewno nic się panom nie stało? Gdyby panowie chcieli się umyć, albo może ja wodę utlenioną przyniosę, rozciął pan sobie wargę. -zaoferowała, moja zawsze uczynna macocha.
- Już mówiłem, że nic nam nie trzeba. Idźcie do domu.
Ojciec machnął ręką i poszliśmy, nic nie mówiąc. Kiedy już nas nie mogli słyszeć ojciec zaczął się zastanawiać:
- A może jednak zadzwonić? To na pewno są kumple tego, co ma ten warsztat za lasem, oni tam przerabiają kradzione samochody, to jestem pewien
.
- Wiesz co tato, jak nie sprzątną tego w pół godziny, to zadzwonimy. Jak przyjedzie policja, to będą nas ciągać po komisariatach i sądach, przecież to wypadek.
- No, ale jak to jest przestępstwo, to trzeba zgłosić.
- Trzeba, ale za niezgłoszenie nikt nam nic nie zrobi, a jakoś z tymi facetami nie chciałabym mieć później do czynienia.
- Ela daj jakąś kartkę, to zapiszę ich numery, bo zapamiętałem.
Wyjęłam wino i postawiłam na stole w altanie, usiedliśmy zjeść obiad, w końcu co mieliśmy robić. Zjemy i zobaczymy czy sprzątnęli. Mówiłam ojcu, że widziałam ich wcześniej, jak jechali ponad 100 na godzinę, ojciec słyszał tylko pisk opon i huk, może po prostu coś im poszło w tym samochodzie, to koło na przykład. Po kieliszku wina wszyscy trochę się wyluzowaliśmy, ojciec trochę jeszcze się zastanawiał, co z tym wypadkiem zrobić, ale w końcu doszedł do wniosku, że najlepiej się nie wtrącać, krzywdy nikomu nie zrobili. Kiedy wracałam do domu, samochodu już nie było, trochę potłuczonego szkła w trawie i ślad opon na asfalcie, ale nic więcej. Kompletnie zapomniałam o historii z paczką, ale nie na długo. Kiedy byłam już pod swoją klatką w bloku, w którym mieszkam, zadzwonił telefon.
- Dzień dobry, jestem właścicielem pubu, gdzie odniosła pani paczkę dzisiaj, proszę przyjść wieczorem, musimy pogadać.
- Ale skąd ma pan mój numer?
- Nieważne, proszę przyjść.
- Matko, zaniosłam państwu paczkę, którą znalazłam, chce pan podziękować, to proszę podziękować, ja nie mam czasu włóczyć się po knajpach wieczorami.
Widziała pani co się stało z samochodem dzisiaj? Proszę przyjść. - rozłączył się.
Jego numer był oczywiście zastrzeżony. To jakaś paranoja, nigdzie nie pójdę. Weszłam do mieszkania i zabrałam worek ze śmieciami, żeby wynieść. Przed klatką jakiś facet literował nazwiska z listy na domofonie, dosłownie literował, poruszał wargami, jak dziecko z pierwszej klasy na cichym czytaniu, aż się cieszyłam, że zamiast mojego jest pusta kartka.
- Kogoś Pan szuka?
- Nie, nie – powiedział jakiś zmieszany i odwrócił się i poszedł w stronę śmietnika, a ja za nim.
Wsiadł do samochodu na parkingu przy śmietniku, ale nie odjechał, tylko zadzwonił do kogoś. Koniec z zastanawianiem się co tu się dzieje, poszłam do sklepu po papierosy i czekoladę i pomyślałam, że zadzwonię do brata, może on ze mną pójdzie, albo potwierdzi, że powinnam to olać. Michał miał zajęty telefon, oddzwoni pewnie. Zabrałam się za pranie i sprzątanie, raptem zrobiła się 21 i oczywiście telefon, numer zastrzeżony.
- Nie mam ochoty z panem rozmawiać – powiedziałam odbierając – a jeżeli jeszcze raz Pan zadzwoni, to idę na policję.
- Ale, niech się pani nie denerwuje, miałem ciężki dzień, źle mnie pani zrozumiała, przepraszam, naprawdę chciałem pani podziękować, zaprosić na drinka, ta paczka była bardzo ważna.
- No ale przecież groził mi pan, wypadkiem.
- Źle się zrozumieliśmy, te chłopaki to moi pracownicy Rysiek i Julek, samochód jest mojego syna, mieli go stiuningować, pojechali wypróbować i rozwalili. Twierdzą, że najechali na jakiś gwóźdź i koło im poszło, pani widziała co się stało, więc chciałbym potwierdzić, czy to ich wina czy nie. Widzieli panią, jak wychodziła pani z baru, zapamiętali adres, a jeden znajomy wiedział czyja to działka, numer dostaliśmy od pani brata, znaleźliśmy jego firmę w googlach. Byłem wkurzony o ten samochód, więc nie wyjaśniłem wszystkiego poprzednio, jeszcze raz przepraszam, faktycznie nie wyglądało to za ciekawie. Przyjdzie Pani?
- No dobrze, będę za godzinę. - dobra, jest piątek wieczór, ostatecznie, można na drinka wyjść. Z dobre półtora roku nigdzie nie wychodziłam, uprawiając nonsensowny romans na odległość przez internet.
W sumie to chyba mi tego trochę brakowało, nie samych wyjść, ale przebierania, malowania, szykowania. Przed pubem stał selekcjoner, ech, to mnie spłoszyło, jeszcze tego mi brakowało, że mnie nie wpuści i będę się musiała tłumaczyć, obciach straszny. Ale okazało się, że to był jeden z tych osiłków z wypadku, spojrzał spode łba, ale wpuścił. Podeszłam do baru, barman już mnie poznał, powiedział, żebym chwilę poczekała, tym razem wzięłam drinka, na koszt firmy oczywiście. Alkohol miło grzał, pub miał drugie piętro, na schodach stało kilka panienek, malowały usta, poprawiały włosy, jakby czekały na jakiś casting na górze, schody zakręcały w pewnym momencie, więc nie widziałam co tam jest, może toaleta po prostu, a może nie, bo kiedy po schodach zaczęła schodzić kobieta, wszystkie obrzuciły ją spojrzeniem podobnym do tego, które dostałam od koleżanki barmana wcześniej, no może więcej w tym było zawiści. Kobieta podeszła do baru, barman jej coś szepnął i podeszła do mnie:
- Chodź, szef czeka.
A więc jednak nie ubikacja, tylko sala klubowa. No tak, ale kolejka na schodach jakoś nie zachęcała do zawarcia bliższej znajomości z szefem, widziałam już przez ściany i strop jego złoty sygnet na palcu, przepoconą koszulę oblaną nazbyt obficie drogą wodą kolońską i siwawe włosy na klacie wystające zza rozluźnionego kołnierzyka. W tym miejscu przypomniało mi się pytanie barmana „tyle co zwykle?”i jeszcze jedno mnie tknęło, w jaki niepojęty sposób bardzo ważna paczka trafia pod drzewo? Oby było jakieś równie dobre wyjaśnienie, co wcześniej.
- Witam Panią, Piotr Lakanowski – powiedział wstając z fotela, w pokoju był niewielki bar, stały skórzane kanapy i fotele, wszystkie ściany było obłożone ciemnym drewnem, komuś się marzy angielski klub tylko dla panów. No i było pusto, tylko barmanem za barem i my. Podałam rękę, pocałował, miał no sobie dżinsy i lnianą koszulę, a więc jednak te wcześniejsze wizje, to nie była intuicja, ale kompletnie nie był w moim typie, zwłaszcza że miał na palcu obrączkę.
- Edyta Boziewicz– miło mi.
- Jak kodeks Boziewicza?
- Tak, dokładnie tak.
- No to postaram się sprostać takiemu nazwisku. Proszę usiąść, czego się Pani napije? Whisky, koniak?
- Martini z wódką poproszę, wytrawne. - niech będzie w tej historii jednak jakiś element szpiegowski, skoro wszystko zdaje się zmierzać ku ostatecznemu nudnemu rozwiązaniu. Kobieta, która mnie przyprowadziła usiadła na oparciu fotela obok niego, a on natychmiast położył jej rękę na kolanie.
- Więc, ja jeszcze raz dziękuję -powiedział podając mi drinka - pracownikowi ukradli torbę, powiesił na krześle, torbę znaleźliśmy w śmietniku, pieniądze i dokumenty zginęły, paczkę znalazła pani. - mówił powoli, albo już zdążyłam się trochę wstawić, miałam wrażenie, że bacznie mi się przygląda, jakby badał reakcję. Ukradli torbę, ale paczka była zaadresowana na pub, jak to?. No nie źle, po jednym drinku logika mi się ciska po głowie jak ślepa lesbijka na targu rybnym, oczywiście on ją odebrał najpierw.
- Mieszkasz tutaj, nigdy cię tutaj nie widziałem?
- Tak..., dużo zajęć, nie mam czasa, sorry, czasu, na nocne życie.
- A cóż to za nawał zajęć? Brydzia, przyniesiesz Edzi jeszcze jednego drinka?
- Jestem prawnikiem. A ja już chyba podziękuję za drinka, gdyby można było kawę.
- Jutro sobota, można się zabawić! - roześmiał się – pogadamy jeszcze za chwilę, Brygida się tobą zajmie. - powiedział i wyszedł jakimiś bocznymi drzwiami.
Brygida wstała i usiadła na moim oparciu fotela.
- Wiesz co było w tej paczce? - spytała cicho.
- Nie mam pojęcia. – odpowiedziałam równie cicho, jak konspiracja, to konspiracja.
- Acha. Ładne masz kolczyki, gdzie kupiłaś? - powiedziała odgarniając mi włosy za ucho.
- Aaa, w Krakowie, przy rynku.
- To co w końcu chcesz do picia, wiesz, możesz wziąć co chcesz.
- A ty wiesz co było w tej paczce?
-Wiem, co powinno być. - powiedziała mi na ucho i wstała, po chwili wróciła z kawą.
- Pij, najmocniejsza jaka była. Zaraz przyjdzie cała reszta i zaczną wpuszczać. Ja muszę do kibla.
A co powinno być w tej paczce? pomyślałam leniwie, w sumie, może dobry moment żeby wyjść, drink i podziękowania zaliczone, wstałem i odwróciłam się w kierunku drzwi.
- Teraz to nie wyjdziesz. - odezwał się barman – trzeba poczekać, aż otworzą drzwi, zresztą nie przecisnęłabyś się przez schody.
- Ale o co chodzi – ziewnęłam– z tym wpuszczaniem?
- No selekcja jest na imprezy na górze tylko najlepsze laski, normalnie byś nie weszła. Sorry, że tak mówię, ale taka jest prawda, nie w tych ciuchach, nie z tym – zamachał ręką przy twarzy - makijażem.
- No ale przecież selekcja jest na dole?
- Eee, to dla ludożerki, dla reszty znaczy. Tutaj jest dla vipów.
- Vipy przychodzą na laski?
- Laski przychodzą na vipy. - powiedział z pewnym smutkiem. - a vipy biorą, znaczy robią, co chcą.
Chciało mi się spać, potwornie, kawa nie pomogła, fakt wstałam o 6 rano, poczekam aż zaczną wpuszczać i się zmyję, na razie fajnie byłoby znaleźć jakieś miejsce na uboczu i w pozycji bliżej horyzontalnej. W kącie, dość daleko, ale na przeciwko drzwi wejściowych stał malutki stolik z pojedynczym fotelem, idealnie. Zamówiłam sobie kolejne martini, żeby postawić na stole i mieć z głowy pytania, na co mam ochotę. Fajki mam, torebka jest za plecami, wszystko gra, ale co właściwie było w tej paczce? Laski przychodzą na vipy, a więc dziś jestem vipem, pomyślałam z leniwą przyjemnością. To był bardzo wygodny fotel, chersterfield, ciekawe czy mają w barze chesterfildy, które paliliśmy, gdzie? ach gdzie? nad jeziorem Wigry, ze ślicznym Marcinem, który obiecał się ze mną ożenić jak dostanę piątkę z k.p.c , który „pożyczał” od swojej rozwiedzionej matki obrączkę i podrywał na sfrustrowanego męża.
- Moja żona, jest dobrą kobietą, ale chyba się rozmijamy, to znaczy nie kocha mnie, to znaczy, ja nie jestem bez winy, ale kiedy jej mówię: „To moja wina”, ona mówi: „Teraz to już za późno”. Bardzo mi brakuje, wiesz, akceptacji, zainteresowania, ale przecież się nie rozwiodę, dziecko, dom w budowie, koszty, no i każdy chce być z kimś.
- Ustalisz nierówne udziały, wykażesz straty w działalności, to alimenty niskie, rozwód bez winy, bylebyś nie wpadł ze zdradami, jak zdradzałeś, najlepiej się przez cały proces z tym wstrzymaj, samotność, no cóż to nie jest problem prawny, ale też są od tego specjaliści albo specjalistki. - usłyszałam siebie, otworzyłam oczy, obok siedział Lakanowski.
- No dobra, a teraz pogadajmy poważnie, jesteś mi winna 20 tysięcy. Tyle brakowało w paczce.
- Paczce?
- Weź się dziewczyno nie zgrywaj, tyle brakowało.
- Czego brakowało?
- A co było w paczce? Mówiłem nie zgrywaj się, bo pożałujesz, widziałaś co się stało z samochodem? Już sobie zdążyłaś kolczyki kupić, głupia cipo. Jesteś mi winna 20 tysięcy, dam ci dwa dni i albo ta kasa się znajdzie, albo pożałujesz. To jest promil tego co zarabiam, ale to ja wyznaczam znaleźne, zrozumiano?
- Ale to serio nie ja!
- A kto niby? Kurier, co go znaleźliśmy dzisiaj sinego na twarzy? Dostaje dwa razy więcej za kurs.
- Nie wiem, ale to nie ja!
- Przecież wszystko już Brydzi powiedziałaś, prawda Brydzia?
Matko, dam sobie odciąć palca, że to sen, serio, wolę nie mieć palca. Brygida stała obok Lakanowskiego i kiwała głową uśmiechając się smutno. Kurde, co oni mi dosypali do drinków.
- Wyprowadź ją i przynieś mi coś dobrego, sama wiesz co.
Brygida wzięła mnie pod rękę, kręciło mi się w głowie, w pokoju były te wszystkie panienki ze schodów, obściskiwały się z jakimiś facetami na kanapach. Brygida trzymała mnie mocno kiedy się potykałam i wyprowadziła na zewnątrz. Zrobiło mi się niedobrze i zwymiotowałam, wyjęła chusteczkę z torebki, podała mi i powiedziała jakimś takim tonem, jak wtedy kiedy aktor opowiada za kulisami o spektaklu.
- Nic się nie martw, wszystko będzie dobrze. - pomachała nad otwartą torebką małą plastikową torebeczką z proszkiem w środku – to wszystko było ustawione od początku i już jest załatwione.
Około 9 zadzwonił telefon:
-Cześć, to ja, Brygida. Tak jak ci mówiłam, wszystko załatwione i poszło gładko. Lakanowski pękł .
- Nie żyje? - zażartowałem.
- No wiesz, powiedzmy, że cała ta sprawa mu stanęła w gardle.
Lakanowski pękł. Wszystko załatwione faktycznie. Ja, oskarżony Ryszard Szram, w końcu miałem cały ten cholerny proces z głowy. Edyta już wstała i siedziała przy komputerze, bawiąc się kolczykiem, który jej kupiłem w Krakowie, przy rynku.
- Wiesz, co to znaczy jeżeli śni ci się morderstwo?
- Niezadowolenie z seksu? - zaryzykowałem.
- O tym pogadamy wieczorem. Nie, długowieczność, albo niespodziewane rozwiązanie zaległych spraw. - zmarszczyła brwi – także, oprzeć sie silnej pokusie. Kto dzwonił?
- Twoja siostra, powiedziała, że Lakanowski pękł.
- Jezu! Serio! i dopiero teraz mi mówisz.
- Zastanawiałem się, jak ona to załatwiła.
- Lepiej się nie zastanawiaj, ma swoje sposoby, których ja nie chcę znać. Najważniejsze, że ten pryszczaty idiota oddał wszystko, bo oddał?
- No powiedziała, że pękł i że wszystko załatwione i poszło gładko.
- Nie wypytałeś jej, człowieku! A co z twoim kolegą ze zmiany, wiadomo, kto mu tych proszków dosypał?
- No pewnie Lakanowski, przecież tylko on znał szyfry.
- Wiesz co, teraz teraz to ja jestem pewna w stu procentach, że ty wtedy serio zasnąłeś tłumoku, a nawet jakbyś nie zasnął to i tak by was bez problemu okradli, byś uwierzył w każdy kit, ty byś był zdolny pomylić mnie z moją siostrą.
No nie do końca, ale żadna z nich nie musi o tym wiedzieć. Kiedy śni ci się Arab, uważaj na oszustów.
![[PoeWiki]](/skins/common/images/wiki.png)