Traduttore traditore
(Różnice między wersjami)
| Wersja z 14:56, 30 maja 2012 Electron (Rozmowa | wkład) (→ "Teoretyczniej" - odp.) ...poprzednia edycja |
Wersja z 16:41, 30 maja 2012 Włodzimierz Holsztyński (Rozmowa | wkład) (→ "Teoretyczniej" - format) następna edycja... |
||
| Linia 10: | Linia 10: | ||
| Tłumacz, zanim jest tłumaczem wiersza, najpierw jest czytelnikiem (choć mógłby być także i czasem powinien być następnie krytykiem). Tworzy swoje czytelnicze 50%. Jednak nigdy tych czytelniczych 50% nie powinien wstawiać do tłumaczenia. Gdy to czyni, nawet tylko częściowo, to niszczy wiersz. Zamiast proporcji 50%+50%, ostrożnie wyważonej przez autora, tłumacz podaje czytelnikowi proporcję powiedzmy 70%+30%, co już jest nieznośną grafomańską papką. To prawda, że w dzisiejszych smutnych czasach (od kilkuset lat zachodniej, oficjalnie uznanej "poezji") większość czytelników i krytyków papkę toleruje, nie zwraca na nią uwagi, lub co gorsza - papkę lubi i wychwala. Z tego powodu zajmowanie się poezją nie ma sensu <small>-- [[Strona osobista:Włodzimierz_Holsztyński|<span style="color: #002525">(wlod [zdr] Ty)</span>]] [[Rozmowa:Włodzimierz_Holsztyński|<span style="color:#005525">rozm.</span>]]</small> | Tłumacz, zanim jest tłumaczem wiersza, najpierw jest czytelnikiem (choć mógłby być także i czasem powinien być następnie krytykiem). Tworzy swoje czytelnicze 50%. Jednak nigdy tych czytelniczych 50% nie powinien wstawiać do tłumaczenia. Gdy to czyni, nawet tylko częściowo, to niszczy wiersz. Zamiast proporcji 50%+50%, ostrożnie wyważonej przez autora, tłumacz podaje czytelnikowi proporcję powiedzmy 70%+30%, co już jest nieznośną grafomańską papką. To prawda, że w dzisiejszych smutnych czasach (od kilkuset lat zachodniej, oficjalnie uznanej "poezji") większość czytelników i krytyków papkę toleruje, nie zwraca na nią uwagi, lub co gorsza - papkę lubi i wychwala. Z tego powodu zajmowanie się poezją nie ma sensu <small>-- [[Strona osobista:Włodzimierz_Holsztyński|<span style="color: #002525">(wlod [zdr] Ty)</span>]] [[Rozmowa:Włodzimierz_Holsztyński|<span style="color:#005525">rozm.</span>]]</small> | ||
| + | |||
| + | === Dyskusja === | ||
| :Ja bym raczej powiedział, że poezja to jest 50% słowo i 50% nastrój. [[User:Electron|''''' Electron''''' '''ツ''']][[User talk:Electron| <span style="color: black">➧</span><span style="color: #800000">'''☎'''</span>]] 02:45, 27 maja 2012 (CEST) | :Ja bym raczej powiedział, że poezja to jest 50% słowo i 50% nastrój. [[User:Electron|''''' Electron''''' '''ツ''']][[User talk:Electron| <span style="color: black">➧</span><span style="color: #800000">'''☎'''</span>]] 02:45, 27 maja 2012 (CEST) | ||
Wersja z 16:41, 30 maja 2012
Spis treści |
Wstęp
Tu odbywa się sąd poewiki nad "przestępstwami" tłumaczy, a przede wszystkim nad przestępstwem zdrady. Inne przestępstwa mogą być równie lub bardziej kryminalne, podczas gdy zdrada jest szczególnie wredna, bo niszczy pojęcie czytelnika o wielkości autora, i w ogóle niszczy pojęcie czytelnika o poezji. Zdrada polega na tym, że tłumacz coś tam z wiersza zrozumie, a raczej wiersz zinterpretuje, po czym szybko przed czytelnikiem swoim osiągnięciem musi się pochwalić. Świeże danie, które autor czytelnikom delikatnie i ze smakiem zaserwował, tłumacz przeżuje i da czytelnikowi do smakowania swój własny wyplutek. Podobne wyplutki - bez "pomocy" tłumaczy - podają czytelnikom słabi autorzy (grafomani). O ironio! - wielu krytyków poezji i niby zaawansowanych znawców takimi wyplutkami delektuje się. Wielcy poeci wiedzą czego nie pisać, a tłumacze (i słabi autorzy) właśnie te niedopisaniagadugadania do tekstu muszą wstawić.
Tłumaczenie wierszy jest niezwykle trudną sztuką, a za udane tłumaczenia należy się tłumaczom ogromna wdzięczność.
"Teoretyczniej"
Napiszę to samo bardziej "teoretycznie" i jaśniej. Wiersz jest sumą 50%+50%. Pierwsza połowa to tekst (+ format) utworu, podany przez autora. Druga połowa jest dziełem czytelnika. W sumie dają pełny utwór, po części różny w przypadku różnych czytelników - i właśnie tak jest dobrze, a nawet tak powinno być, to jest dla poezji konieczne.
Tłumacz, zanim jest tłumaczem wiersza, najpierw jest czytelnikiem (choć mógłby być także i czasem powinien być następnie krytykiem). Tworzy swoje czytelnicze 50%. Jednak nigdy tych czytelniczych 50% nie powinien wstawiać do tłumaczenia. Gdy to czyni, nawet tylko częściowo, to niszczy wiersz. Zamiast proporcji 50%+50%, ostrożnie wyważonej przez autora, tłumacz podaje czytelnikowi proporcję powiedzmy 70%+30%, co już jest nieznośną grafomańską papką. To prawda, że w dzisiejszych smutnych czasach (od kilkuset lat zachodniej, oficjalnie uznanej "poezji") większość czytelników i krytyków papkę toleruje, nie zwraca na nią uwagi, lub co gorsza - papkę lubi i wychwala. Z tego powodu zajmowanie się poezją nie ma sensu -- (wlod [zdr] Ty) rozm.
Dyskusja
- Ja bym raczej powiedział, że poezja to jest 50% słowo i 50% nastrój. Electron ツ ➧☎ 02:45, 27 maja 2012 (CEST)
- Dlaczego RACZEJ?? Mówisz po prostu o czym innym, niezależnym. Nie widzę, żebyś mi przeczył (i dobrze). Wyraziłeś się przy tym nieco niefortunnie. Przecież część wagi słowa czy też frazy, to właśnie nastrój (choć nie jakieś ustalone 50% lub inny procent - to zależy od styuacji, od samego słowa lub frazy, lub także od kontekstu). Masz na myśli raczej o to, że nie chodzi o samo znaczenie materialne lub obiektywne słowa lub wyrażenia, lecz także o nastrój słów i wyrażeń (zresztą bardziej chodzi o efekt całości, niż o poszczególne słowa i wyrażenia - ale mniejsza o uściślenia).
- Zgadza się. I oczywiście trudno tu mówić o jakichś ścisłych liczbach. Można też ten nastrój nazwać "duchem". A duch jak to duch - ulotny jest. Przyjmuje różne kształty, wymyka się rozumowi i schwytać go trudno. Electron ツ ➧☎ 16:56, 30 maja 2012 (CEST)
- W przypadku przekładu trzeba przełożyć i to i to. Jak przełożyć słowo to z grubsza wiadomo (chociaż to też nie jest prosta sprawa), gorzej gdy trzeba przełożyć nastrój. Zwykle samo przełożenie słowa w słowo nie przekłada tego nastroju. I wtedy jest problem. Przekład to jest zawsze jakiś kompromis. I wpływ tłumacza jest nie do pominięcia. Powiem więcej - jest on zwykle znaczny. Tak znaczny, że niektórzy poeci zaliczają przekłady z autorów obcych do poezji własnej. Bo to jest zawsze własne odczytanie danego utworu. Tak jak odczytanie szkolnego zadania "co autor miał na myśli?" Jasiu rozumie ten utwór tak a Małgosia owak. I oboje mają rację ;) To nie jest matematyka. Electron ツ ➧☎ 02:18, 27 maja 2012 (CEST)
- Wydajesz się Elektronie być niepodatny na to co napisałem, a nawet zaciemniasz sprawę. Tak - wiadomo, każdy odczytuje utwór po swojemu. Jednak dobry tłumacz swoim odczytem nie zapaskudza tłumaczenia. Dobry tłumacz pytania, które autor pozostawił otwartymi, pozostawia otwarte. W przeciwnym wypadku niszczy poezję, ładuje się w święte i nietykalne 50% czytelnika, bez którego poezja nie istnieje. To dzięki czytelniczej połowie każdy może mieć własny odczyt, a tekst należy do poezji.
- No to jest sprawa oczywista, że powinno się przekładać w sposób, który jak najlepiej oddaje intencje autora. Ale jak oddzielić to co rzeczywiście poeta "miał na myśli" od tego co tłumaczowi wydaje się, że miał? Oczywiście jak poeta żyje to zawsze go można dopytać. Jeśli nie żyje to raczej trudno coś się od niego dowiedzieć ;) Z drugiej strony nie każdy poeta coś miał na myśli w chwili pisania, być może pisał niesiony nastrojem, być może w jakimś zamroczeniu (i nie chodzi o zamroczenie li tylko alkoholowe ;). Czasami nawet poeta nie wie (lub już nie pamięta) o co mu w tamtej chwili chodziło. Ale ad rem. o co mi tutaj chodzi (bo też być może mącę ;) Chodzi mi o to, że zwykle w poezji trudno się doszukiwać jakiejś jednej jedynej prawdy obiektywnej, jednej słusznej jej interpretacji (i bardzo dobrze, to właśnie jest jej główna zaleta, że można doszukać się w danym utworze wielu znaczeń). Zresztą kto miałby decydować co naprawdę jest tą prawdą? Moim zdaniem nie należy oceniać zbyt surowo danego tłumacza bo być może on święcie wierzy, że jego interpretacja zawiera właśnie tę prawdę jedyną przez niego odkrytą. A której reszta nie jest w stanie dostrzec. Nie wiem, czy tutaj ilość ma jakiekolwiek znaczenie - jeśli nawet większość widzi tam coś innego to nie zawsze większość musi mieć rację. Tak więc moim zdaniem jeśli nie ma prawdy obiektywnej to jeśli chcemy wyrobić sobie własne zdanie na temat danego tekstu (a nie znamy języka oryginału) to jednym ze sposobów dociekania prawdy jest poznanie jak największej liczby przekładów (także recenzji, opracowań, itp.).
- Btw. Dawni poeci przy przekładach pisali po prostu: Z Szyllera, Z Lermontowa, Z Puszkina, itp. Być może należało by powrócić do takiego opisu przekładu. Mówi on, że to nie jest "prawdziwy" Schiller, Lermontow, Puszkin. Mówi on, że to jest utwór powstały "na jego kształt", "w jego duchu". Nawet jeśli to jest dość wierny przekład to jednak to jest tylko przekład a nie oryginał. Dawni tłumacze to po prostu czuli i chyba uważali, że taki zwrot jest bardziej uczciwym postawieniem sprawy (w stosunku do czytelnika). Electron ツ ➧☎ 16:56, 30 maja 2012 (CEST)
- UWAGA Zasada 50%+50% autora i czytelnika nie jest aksjomatem lecz wnioskiem z trzech podstawowych zasad poezji, które poezję definiują -- (wlod [zdr] Ty) rozm.
- Szkicowałem przez lata, między innymi na p.h.p, i na angielskich stronach. Tutaj, na poewiki też. Mimo to trochę napiszę raz jeszcze w oddzielnej sekcji poniżej (specjalnie dla tłumaczy :-) -- (wlod [zdr] Ty) rozm.
- Oczywiście najlepiej czytać poezję w oryginale, ale nie ma takiego, który by dobrze znał wszystkie języki świata ;) Niestety. Electron ツ ➧☎ 02:18, 27 maja 2012 (CEST)
- Btw. Dla przykładu tłumaczenie klasyki, w jak różny sposób można przełożyć Odę do radości -> przekład Karola Brzozowskiego, Józefa Dionizego Minasowicza i mój a tutaj dość wierny Andrzeja Lama i Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Przekład Gałczyńskiego zupełnie nie jest wierny, do tego zawiera tylko początek 9 zwrotkowego utworu ale... No właśnie. Electron ツ ➧☎ 02:45, 27 maja 2012 (CEST)
![[PoeWiki]](/skins/common/images/wiki.png)